
Stefan podróżuje po Indiach. Chce się dowiedzieć, w jaki sposób obchody różnych świąt dzielą – lub łączą – mieszkańców kraju, targanego napięciami na tle religijnym i podziałami społecznymi. Jest zaszokowany, widząc, jak wiele wysiłku wymaga zorganizowanie kapiącego złotem ślubu w Radżastanie – i jak niewiele się przy tej okazji okazuje uczuć. Taki ślub to naprawdę spektakularne wydarzenie, którego skala napawa Stefana strachem – sam jest ojcem dwóch córek...
W Kerali Stefan bierze udział w oszałamiającym, hinduskim święcie Onam, które na dziesięć dni łączy ludzi – wyznawców hinduizmu i chrześcijan, biednych i bogatych. Niemal cała populacja tego stanu, 32 miliony ludzi, zasiada w czasie święta do takiego samego posiłku – składającego się z jedenastu dań, i podawanego na liściach banana.
Stefan przyłączy się do Pulikali, tańca tygrysów – jak się okaże, jako pierwszy w dziejach człowiek z Zachodu. Dzień, w którym to zrobi, będzie najtrudniejszym, najbardziej ponurym dniem jego życia: wszystkie włosy na jego ciele zostaną zgolone suchą brzytwą, potem zaś jego skóra pomalowana zostanie kilkoma warstwami zwykłej farby olejnej – żeby wyschła, Stefan będzie musiał stać z wyprostowanymi rękami, opierając je na dwóch kijkach. Potem zaś dostanie maskę, w której będzie mu duszno, oraz wymyślne majtki i uda się na ulice, gdzie wraz ze swym zespołem będzie tańczył w upale miasta Thrissur przez bite cztery godziny.

Tym razem Stefan próbuje dowiedzieć się, co kryje się pod tradycyjną japońską rezerwą. Bierze więc udział w obchodach niezwykłych świąt. Punktem kulminacyjnym jego podróży jest moment, gdy Stefan, w towarzystwie dziesięciu tysięcy ubranych tylko w przepaski biodrowe mężczyzn, szaleje pijany po świątyni shinto.
Podróż zaczyna od tego, że pomaga kapłance shinto w obnoszeniu niespełna dwumetrowego fallusa po przedmieściach Tokio. Kapłanka narzeka, że dzisiejsza młodzież zatraciła tradycyjne japońskie opanowanie. Potem Stefan udaje się na obchody święta, w czasie którego rodzice starają się sprawić, by to ich dziecko zapłakało jako pierwsze – ma to maleństwu zapewnić szczęście na całe życie.
I wreszcie Stefan bierze udział w obchodach najbardziej niezwykłego święta w swym życiu – w Święcie Nagich Mężczyzn. Spotyka się z Panem Kosaki, wyznającym tradycyjne zasady. Kosaki nigdy nie powiedział swej żonie, że ją kocha, i porzucił miłość do muzyki, by całkowicie poświęcić się pracy, która teraz wypełnia mu życie. Jest tak różny od Stefana jak to tylko możliwe – ale potem pojawiają się jego przyjaciele i wszystko nagle bardzo się zmienia...
Panowie upijają się niemal do nieprzytomności, rozbierają prawie do naga i opychają sushi. A potem zaczynają obchodzić święto, które pozwala im pokazać, że Japończycy są równie pełni namiętności, pasji i miłości jak przedstawiciele każdego innego narodu. Obchody owego święta mają korzenie w tradycjach shinto, związanych z jedzeniem – zaś samo wydarzenie jest prawdziwym wyzwoleniem dla mężczyzn, którzy nie mają wielu okazji, by dawać upust swym uczuciom.

Stefana czeka pełna uczuć i duchowych przeżyć wyprawa do Meksyku. Jej początkiem będzie dziwna ceremonia, w której nastoletnia dziewczyna symbolicznie przeobraża się w młodą kobietę, końcem zaś – obchody Dnia Zmarłych, głośne, barwne święto, w czasie którego, jak wierzą Meksykanie, zmarli na trzy dni powracają do świata żywych.
W Oaxaca Stefan zostaje przebrany za zmarłą kobietę. Ma w jej stroju tańczyć na czele procesji, która przechodzi przez całe miasto. Gdy Zmarli wracają, Stefan wybucha płaczem – to niezwykłe święto sprawia, że po raz pierwszy przeżywa uczucie straty i żałoby.
Ale już wkrótce potem rodzina, u której zatrzymał się Stefan, nauczy go świętować śmierć i śmiać się z niej. To zupełnie go oszałamia, bo wszystko, w co wierzył dotąd, wywrócone zostaje do góry nogami. Dzięki niezwykłej uczcie dla zmysłów – pełnej jedzenia, kwiatów, zapachów i pieśni – Stefan może pozbyć się strachu przed śmiercią. Widok cmentarzy pełnych kwiatów i ludzi pijących wódkę mezcal to coś, co naprawdę odmieni życie podróżnika.