Sinclair McKay, Radio Times 

Słowo "Amazonia" przywołuje obrazy zaginionego świata: wielkie obszary nieprzebytej dżungli, lasy tropikalne pełne egzotycznych, czasem niebezpiecznych roślin i zwierząt, zamieszkiwane przez plemiona, nie znające świata na zewnątrz. I wielka rzeka, wijąca się tysiącami mil. Bruce Parry dowiedział się jednak w czasie swej ośmiomiesięcznej podróży – o trasie 6800 kilometrów – że rzeczywistość dzisiejszej Amazonii daleka jest od tych romantycznych wizji.

Duża część tutejszych obszarów pada ofiarą potrzeb bogatych państw. W swym poprzednim serialu pt. Plemię Parry był gościem wielu różnych społeczności. Cel nowego serialu – choć Bruce nadal zajmuje się ludźmi i tym jak żyją – jest donioślejszy. Historia współczesnej Amazonii jest w równym stopniu opowieścią o chciwości i wyzysku, co o przetrwaniu miejscowych kultur i pięknie nieskażonych, dzikich terenów. 

Podróż 

"Daleko odeszliśmy od Plemienia", mówi Parry, który przebywał w Amazonii przez cały zdjęciowy maraton. "To zawsze miał być serial mówiący o wielu trudnych zagadnieniach." A było ich wiele: od nielegalnej wycinki drzew i deforestacji w Brazylii, po hodowlę liści koki (naturalnego źródła kokainy) w Peru. Pozyskiwanie ropy naftowej, powodujące zanieczyszczenia wód, od których zależy życie tylu plemion. "Jak na obszar o tak wspaniałej przyrodzie strasznie tu dużo nędzy i bezprawia." Na rok przed rozpoczęciem zdjęć ekipa serialu udała się na rekonesans. Trzeba było nawiązać kontakt z wieśniakami, plemionami, a nawet hodowcami koki. Trzeba było zyskać pewność, że kamery mają tu wstęp. 

"Mieliśmy szczęście", mówi Parry. "Jeśli zaś chodzi o faunę i florę – podróżuję tyle, że na wiele rzeczy się uodporniłem. Raz musieliśmy się ewakuować z powodu inwazji mrówek, mieliśmy też kilka przypadków malarii. Większość czasu spędzaliśmy jednak w samochodach lub na łodziach." 

Zagrożenia 

Filmowanie to proces wymagający, nieraz niebezpieczny. Jeden z reżyserów, Matt Brandon, nabawił się wrzodu na mózgu – nie mógł mówić ani się poruszać. Zdarzyło się to w czasie zdjęć do pierwszego odcinka. "Mieliśmy do czynienia z infekcją i zranieniem, wszystkim naraz", opowiada Parry. "Przerażające! Matt był tak dobry, ze zgodził się, byśmy wykorzystali zdjęcia z tamtych chwil. Pokazują one naszą wyprawę w prawdziwym świetle." Na szczęście Matta udało się przetransportować do szpitala. Nie tylko w pełni wyzdrowiał, ale i wrócił, pokierować nagrywaniem jednego z późniejszych odcinków. Wypadek ten uświadomił wszystkim, że naprawdę są na nieznanym sobie terenie. 

Ryzyko 

"Są rzeczy, których nie robimy", oświadcza Bruce. "Nie podróżujemy nocą. Sprawdzamy, z kim będziemy rozmawiać, zanim się do tego kogoś udamy. I, tak naprawdę, jeśli przestrzega się kilku podstawowych zasad, trzeba mieć ogromnego pecha by trafić na prawdziwe zagrożenie".

Parry podkreśla, jak ważne jest to, by pokazać obie strony historii.

"My myślimy najczęściej o noszących Rolexy baronach narkotykowych. Fakt, są ludzie, którzy zarabiają groteskowe wręcz pieniądze. Ale stojący na początku całego łańcucha ludzie uprawiający kokę okazywali się po prostu biedakami, którzy chcą posłać dzieci do szkoły. Jeden z owych rolników uprawiał dawniej kawę, ale jej rynek się załamał. Cena za kokę zawsze była wysoka." 

"Nie można wskazywać tych chłopów jako "tych złych". Oni nie mają pojęcia o tym, co z kokainą dzieje się w Londynie. Czasami warto byłoby się zastanowić nad naszą stroną medalu. To samo jest z nielegalnym wyrębem drzew: ubolewamy nad tym w Wielkiej Brytanii, siedząc na meblach z egzotycznego drewna. Wszystko, co konsumujemy ma swoje skutki gdzieś na świecie. Wielu z nas w ogóle nie chce sobie z tego zdać sprawy. I nagle widzimy, że zasoby naturalne się kurczą, zaś Amazonia jest w samym centrum wszystkich tych procesów. I wtedy myślimy "ojej, nas to też może dotyczyć". 

Szok… 

W Peru Bruce przeszedł ciężkie chwile, pijąc halucynogenny napój. W plemieniu, które właśnie odwiedzał liście pewnej rośliny są wykorzystywane (pod ścisłym nadzorem ze strony szamana), do osiągania wizji. Sekwencja zbiorowego wymiotowania, która następuje w tym odcinku, to scena dla widzów o mocnych nerwach. Parry jest przekonany, że jest przygotowany na takie sytuacje. 

"Wiem, że są to substancje, zmieniające stan umysłu, chcę więc wiedzieć, co się może wydarzyć. Robiłem podobne rzeczy, żyjąc z plemionami na całym świecie, i zawsze były to głębokie przeżycia. Nie chcę, by uznano, że gloryfikuję te praktyki, bo są one kontrowersyjne i mogą być bardzo niebezpieczne. Każdy musi ocenić swój poziom ryzyka. Wiem, że mogę wyglądać, jakbym podchodził do tego w miarę na luzie, ale naprawdę dużo o tym czytam. Wiem, na czym polega chemiczna strona tych przeżyć. Wszystko będzie dobrze, jeśli traficie w odpowiednie ręce – tylko jak się zorientować, czyje ręce są "odpowiednie"? W przypadku, o którym mówisz, przeżyłem coś bardzo ważnego, choć także – skłaniającego do pokory. Muszę też podkreślić, że było to doświadczenie bardzo dalekie od tzw. "rekreacyjnego" zażywania narkotyków. 

…oraz zachwyt 

Dla Parry'ego pobyt w Amazonii był źródłem wielu uniesień. "Uwielbiam przebywać w dżungli. To moje ulubione środowisko. Czuję się tam bardzo dobrze", mówi. "Ale kocham też piesze wędrówki. Wysoko w Andach, gdy szukałem źródeł Amazonki… No cóż, zapłacono mi po prostu za pójście na naprawdę dobry spacer".

Parry zapewnia także, że jego serial nie będzie miał nic wspólnego ze sztywną lekcją geografii. "Zanim zaczęliśmy, poznałem mnóstwo danych statystycznych: szerokość ujścia rzeki, ilość wody, jaka co sekundę płynie przez… i nie wykorzystałem ich w końcu, bo w całej tej wyprawie nie chodziło o geografię, tylko o ludzi i o to, w jaki sposób potężna, niezwykła Amazonka wpływa na ich życie".